Spadek [u]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Część nieziemska, jeszcze lepsza od poprzedniej... naprawdę nie wiem, jak ty to robisz... jestem absolutnie zachwycona... chyba nie zdołam nic wykrztusić, oprócz tego, że... maj Gad, T., powinnaś napisać scenariusz "Titanica" Very Happy...

A takie parę rzeczy, które przykuły moją uwagę...
1. House marzy o Cuddy pod prysznicem, a wcześniej w restauracji. Cuddy jest "olśniona" mokrym Gregiem, wyłażącym spod wyżej wymienionego prysznica. Jaki wniosek? Niech któreś stęknie "wow" na głos, to drugie z pewnością mu przytaknie Very Happy

2. Kiedy przeczytałam fragment o szarych oczach Lisy, widzących zamiast Grega migający neon z wizerunkiem dolara i cyferką "89 mln", to... jemu chyba nie było zbyt miło... bycie postrzeganym strasznie przedmiotowo, jak narzędzie do zrealizowania celu... Biedny House Sad ...

3. Prasowanie koszuli. Nie muszę chyba mówić, że tekst House'a o różnicy pomiędzy koszulą nieuprasowaną, a uprasowaną przez Cuddy, rozłożył mnie na łopatki Laughing. Niesamowity, to jego zdziwienie, jej zmieszanie, no i... hihi... House chyba zaczął powątpiewać w jej talenty gospodyni domowej Laughing

4. A kiedy się dowiedziałam, kto został wykonawcą testamentu, to...
a) zdębiałam
b) odważyłam się delikatnie uśmiechnąć
c) zaczęłam się dziko śmiać
d) dziki śmiech przeszedł w histeryczny śmiech, mający na celu rozładowanie emocji
e) po uspokojeniu się, dojście do wniosku...
f) spojrzałam ze współczuciem na fotkę House'a i Lisy. A szczególnie na Grega
g) ... że - powtarzając za runiu - House ma p-r-z-e-r-ą-b-a-n-e.

Już widzę, jak Ethan będzie starał się go upokorzyć i pouprzykrzać mu życie, a Greg ze względu na Cuddy będzie zaciskał zęby Very Happy Twisted Evil ... Och, T.... po prostu czekam SmileSmileSmile



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Wto 15:14, 13 Sty 2009
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cześc piata: Tam gdzie kończy się gra.

Cuddy przypatrywała się ukradkiem mężczyźnie siedzącemu naprzeciw nich. Wyglądało na to, że musiał być dobrym przyjacielem ciotki Petunii, skoro powierzyła mu wykonanie jej ostatniej woli. To nieco komplikowało sprawę. O ile pierwszy lepszy prawnik, nie traciłby czasu na szczegółowe analizowanie jej pobudek matrymonialnych, o tyle Ethan McDonald, mógł byc zainteresowany nimi osobiście. A jeśli był kochankiem ciotki, zapewne wymogła na nim, żeby szczególnie pilnie przyłożył się do dopilnowania, aby wszystkie warunki testamentu zostały spełnione należycie. Administratorka przełknęła nerwowo ślinę. Jakkolwiek by nie patrzeć, w końcu była oszustką.

W przeciwieństwie do niej samej, House nie wydawał się być zaniepokojony. Siedział swobodnie, z ręką nonszalancko przewieszona przez oparcie jej krzesła i popijał piwo. Kiedy zarządca przedstawiał im szczegóły jutrzejszej ceremonii, nie odezwał się ani słowem. Już chyba wolała, żeby milczał. Przynajmniej nie wpakuje ich w jakieś kłopoty…

- Jak na człowieka, który jutro bierze ślub, zachowuje się Pan nadzwyczaj spokojnie… doktorze House –Ethan McDonald przeszył diagnostę przenikliwym spojrzeniem –Rzekłbym… wręcz obojętnie.

- Gdybym miał jakiekolwiek powody do obaw, nie było by mnie tutaj –House odrzekł spokojnie. Cała sytuacja było dla niego niezłą zabawą. Tylko ktoś, kto zna administratorkę tak dobrze jak, mógł dojrzeć wyraźne objawy zdenerwowania. „Dobrze jej tak!” –Cieszył się w duchu. Zanim zgarnie kasę niech trochę się podenerwuje z powodu swojego szwindla. Żeby uwiarygodnić swoje słowa, dotknął ręką kolana Lisy i przesunął ja nieznacznie w górę po nodze kobiety. Czuł jak drgnęła. Zastanawiał się czy to zaskoczeni, oburzenie, czy może jeszcze cos innego. –Prawda kochanie? –Zwrócił się do niej uśmiechając się łobuzersko.

- Oczywiście. –Odparła cicho. Dłoń Hosua paliła ja żywym ogniem. Gdyby nie McDonald, pozbyła by się jej jednym ruchem, ale w obecnej sytuacji, nie pozostało jej nic innego, jak siedzieć spokojnie… tylko dlaczego do cholery nie może się skupić na niczym innym, jak na tej intymnej, delikatnej pieszczocie szorstkiej, męskiej dłoni, która coraz śmielej sobie poczynała na jej udzie?!

- Cieszy mnie to. Nie chciałabym, żeby spadek mojej drogiej Petuni dostał się w niepowołane ręce… -Ethan spojrzał wymownie w stronę diagnosty -Zwłaszcza, ze sam jestem zainteresowany bardzo tym, kto zostanie właścicielem zamku…

- Jak mógłby Pan nie być… w końcu to 90 mln dolarów, nieprawdaż? –Z ust Housa zniknął uśmiech. Przez myśl mu przemknęło, że może ten pajac, sam chce zgarnąć dla siebie spadek? I zrobi wszystko, żeby się ich pozbyć…

- Doktorze, najważniejsza jest dla mnie wola najdroższej Petunii… Pieniądze nie graja tu żadnej roli…-odparł szybko. - A teraz pozwolicie, że was przeproszę… obowiązki wzywają. –Ethan McDonald wstał od stołu, ukłonił się dwornie przed Cuddy i odszedł zostawiając ich samym sobie.

-Zabieraj ta łapę! –Cuddy natychmiast strząsnęła dłoń Housa z uda.

- Nie jesteś przekonującą narzeczoną. –House uśmiechnął się zaskoczony gwałtownością jej reakcji.

- Ty za to wczuwasz się za bardzo. –Odparła szybko.

- Liczę na jakąś premię za prace w trudnych warunkach. –House nagle pochylił się nad nią i szepnął jej do ucha –Nie podoba mi się ten gość.

- Nie musiałeś go obrażać jak tylko wysiadłeś z samochodu. Nie dziw się, że jest nieufny wobec ciebie. Pewnie myśli, że polujesz na mój spadek.

- Chciałbym zobaczyć jego minę jakby znał prawdę. Dlaczego ludzie patrząc na mnie spodziewają się najgorszego, podczas to ty nie jesteś taka Matka Teresa jak by się zdawało? –Zastanawiał się głośno.

- Pewnie, dlatego, że ja nie obrażam wszystkich wokoło…

- Jesteśmy jak Bonnie i Clyde! -Śmiał sie juz jawnie z jej genialnego planu zdobycia spadku.

- Raczej jak Pinky i Musk… -odgryzła się szybko, ale jednocześnie nie mogła powstrzymać się od cisnącego się na usta uśmiechu. House miał niezwykły dar rozbawiania jej w najbardziej dramatycznej sytuacji. Nie znosiła w sobie tej dziwnej słabości do jego żartów i złośliwości.

- Chodź lepiej obejrzyjmy te ruderę, może wcale nie jest tego warta zaproponował podnosząc się z krzesła.

***

Odgłos kroków odbijał się echem od kamiennych ścian, niosąc się po całej długości wąskiego korytarza. Wyszli właśnie ze zbrojowni, wypełnionej starymi zbrojami, autentycznymi haubicami, oraz bogatą kolekcją białej broni. Cuddy jeszcze nigdy nie wiedziała Housa tak bardzo pochłoniętego oglądaniem jakichś staroci. Obserwowała jak w tym dorosłym mężczyźnie, budzi się nagle mały chłopiec, który z wytrzeszczonymi oczami i na wpółotwarta buzią chodzi od jednego zabytku do drugiego, dotykając go z namaszczeniem i oglądając z każdej strony. Udało się jej go stamtąd wyciągnąć, tylko pod warunkiem, że jeszcze tam wrócą. Chciała jeszcze zobaczyć inne części zamku.

Cuddy zatrzymała się nagle przy masywnym wykuszu okiennicy i wyjrzała przez przydymiona taflę szkła. Z tej części warowni, roztaczał się widok na morze. Patrzyła z zachwytem jak iskrzące się w księżycowym świetle, spienione fale liżą, zamkowe mury, wzbijając się wysoko i rozbryzgując o nie przy każdym uderzeniu.

- Tu jest pięknie… -wyszeptała poruszona widokiem…

- Rzeczywiście… -Odrzekł House spoglądając w kobiecy dekolt ponad jej ramieniem. Nagle kątem oka dostrzegł jakiś cień, który mignął na końcu korytarza i zniknął w cieniu kolumny. Nachylił się i szepnął brunetce wprost do ucha.

- McDonald nas śledzi. Nie oglądaj się! –Uprzedził zanim zaczęła się rozglądać dookoła. Nie opierała się, kiedy wolno odwrócił ja do siebie. Zauważyła jak kąciki jego ust poszybowały w górę, w delikatnym, psotnym uśmiechu. Zbyt dobrze go znała, żeby nie zorientować się, co się dzieje. Zanim zdążyła zareagować, stłumił jej protest pocałunkiem.
Poczuł jej wyraźny opór. Zaciśnięte nerwowo wargi, nie chciały ustąpić przed jego naporem. Nie wyrwał się tylko, dlatego, że wiedziała, ze sa obserwowani, ale jemu to wystarczyło. Do całej reszty może jakoś ją przekona… Delikatnie przyciągnął ją do siebie, rozkoszując się naporem jej piersi i jedwabistą gładzią karku, którą czuł pod palcami. Musnął językiem jej dolna wargę, kącik ust, czując jak się rozluźnia, jak poddaje się pieszczocie. W końcu jęknęła cichutko a jej wargi rozstąpiły się w niemym zaproszeniu. Wtargnął językiem w jej usta, gwałtownie, z nieskrywana pasją, mając nadzieję, że wyjdzie mu na przeciw. Nie pomylił się. Lisa Cuddy przestała się bronić. Przywarła do niego całym ciałem, zatracając się w pocałunku, który wyzwolił w niej spychaną daleko tęsknotę za tym mężczyzną. Oparł ja delikatnie o kamienna ścianę, a jego ręka, uwolniona od ciężaru podtrzymywania, rozpoczęła wędrówkę po jej ciele. Dotknął jej kształtnego pośladka, przesunął dłoń na idealnie wcięta talię, aż doszedł do cudownej krągłości jej piersi. Zatrzymał się na niej, szukając kciukiem sterczącego pod materiałem sutka. Potarł go delikatnie, wywołując zduszony jęk wydobywający się wprost z ust jego cudownej szefowej… tego było dla niego za wiele. Jeszcze chwile, a rozbierze ja tutaj i będzie się z nią kochał na kamiennej posadzce! Chciał się z nia podroczyć, a skończyło się na tym, że tracił kontrole nad sobą.

Oderwał się od niej z trudem. Stał przez chwile zmieszany wpatrując się w jej nabrzmiałe od pocałunków wargi, zaczerwienione policzki i błyszczące seksem oczy. Czy on wyglądał tak samo? Czuł jak jego własne serce tłucze się w piersi jak oszalałe, a oddech miał ciężki i urywany.

- Myślę, że wypadliśmy przekonywająco. McDonald chyba sobie poszedł. –Zdołał powiedzieć. Czy ten ochrypły głos należał do niego?

- Tak, chyba udało nam się go przekonać… -Lisa Cuddy zaczerwieniła się jeszcze bardziej i poprawiła nerwowo opadające na kark włosy. – Wracajmy, późno się zrobiło… -Dodała szybko i nie czekając na niego ruszyła w kierunku hotelowej części zamku.

Nie widziała, jak na ustach mężczyzny pojawia się szeroki, radosny uśmiech.



_________________

PostWysłany: Wto 17:26, 13 Sty 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

*ómarła i nie może skomentować*
Jeszcze, jeszcze, jeszcze *skandować może* Very Happy
O rany, T. ....
Czytałam z wypiekami, a tu.. koniec części.
Już za chwilę wstawisz kolejną? Wstawisz? Wstawisz?
Prooooooooszęęęęęęę....... Very Happy



_________________




Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
przesadziłam...

PostWysłany: Wto 19:32, 13 Sty 2009
lizbona
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 21 Gru 2008
Pochwał: 8

Posty: 1682

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Czy jest na sali lekarz?! Chyba umieram... Mr. Green

T., Huddy kiss w Twoim wykonaniu powala na łeb, na szyję wszystkie inne! Przyłączam się do skandowania i czekam na następną porcję. Mistrzu Very Happy

Dodano 11 minut temu:

Psst! I dzięki za Pinky'ego i Muska Very Happy



PostWysłany: Wto 21:13, 13 Sty 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zatkało mnie ...
Nie wiem co napisać no ...
Słowa tj: cudowne, boskie, piękne już nie wystarczają ...
Twoje fiki do dzieła... prawdziwe fenomenalne, genialne dzieła literackie...
Nie wiem czy jeszcze coś napisze ...
Nic sensownego mi do głowy nie wchodzi, no!
Ja po prostu KOCHAM Twoje fiki ...
One są jak narkotyk, i to chol....baaaardzo dobry ..
Kurczę, powtarzam się ... Wink
Pozdrawiam :* Wena życzę :*



PostWysłany: Wto 21:29, 13 Sty 2009
Wercia214
Pediatra
Pediatra



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 2

Posty: 485

Miasto: Paczyna
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Chyba teraz nie dam rady napisac tak długiego komenta, jak ostatnim razem... po prostu dostałam zawału serca i rozpaczliwie czekam, aż ktoś zacznie mnie reanimować... Very Happy

T.
, kocham cię za twój humor, za tą wspaniałą literacko część, za House'ową inwencję w pieszczocie kolana Cuddy, a następnie jej warg.. za ten pocałunek, który przerodził się w niekontrolowaną pasję, za...

T.
, ja nie zacznę oddychać, póki nie wstawisz kolejnego odcinka!! Very Happy :*:*:*



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Sro 17:38, 14 Sty 2009
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Może nie komentuję zbyt często, ale wierz mi, że z utęsknieniem czekam na każdą kolejną część tego ficka Smile Nadal jestem pod wrażeniem Twojego wielgachnego talentu...

Scenę pocałunku czytałam chyba kilka razy, a mimo to cały czas czuję ten przyjemny 'prąd' na plecach pokazał język

Brak cierpliwości sprawia, że nerwowo uderzam palcami o blat biurka, kiedy po raz kolejny zaglądam do działu Huddy, a 6 parta jeszcze nie ma Wink

Pzdr :**



_________________
Każdy błąd kobiety jest winą mężczyzny.

PostWysłany: Sro 22:33, 14 Sty 2009
LicenceToKill
Pulmonolog
Pulmonolog



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 11

Posty: 1292

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

cudne. cudne i jeszcze raz cudne serducho



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Sro 22:44, 14 Sty 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cześc szósta: Burza

Po trzech długich godzinach spędzonych w barze, mógł wrócić wreszcie do pokoju, przekonany, że Lisa Cuddy będzie już spała. Wcale nie chciała tam siedzieć. Piwo dzisiejszego wieczoru miało jakiś dziwny smak. Zamiast goryczy, czuł słodki posmak jej ust. Zamiast procentów, przyjemny szum w głowie zapewniało mu wspomnienie bliskości i ciepła jej ciała pod ręką. Wilgotny kufel, wydawał się być gorący, jak pierś, pod jego palcami… i pachniał kobiecością. Tego wieczoru wszystko było nią. Zostawił ją w apartamencie, szukając tutaj ucieczki przed własnymi pragnieniami. Bał się, że zrobi cos głupiego, że rzuci się na nią, jak wygłodniały wilk, jak tylko znajdzie się z nia w łóżku. A to przecież go czekało. Popatrzył na zegarek i westchnął żałośnie.

Wszedł do apartamentu najciszej jak umiał. Zgodnie z przewidywaniami Lisa spała. Wpadający przez okiennice księżyc, padał wprost na śpiąca kobietę. Sam Morfeusz, obejmując ja w ramionach, wygładził każdą zmarszczkę na jej twarzy, nadając jej delikatności i dziewczęcej subtelności. Kąciki warg, uniesione lekko do góry, dawały wrażenie, jakby uśmiechała się przez sen. Może cos jej się śniło? Może on?

Podszedł cicho, rozebrał się, pozostając w samych bokserkach i wślizgnął się pod kołdrę. Jego wzrok, szybko przyzwyczaił się do półmroku. Widział wyraźnie jej sylwetkę, zarysowana pod kołdrą. Leżała do niego plecami, wystarczyłoby sięgnąć ręką i przyciągnąć do siebie i wtulić w miękkie ciepłe ciało. Tak chciałby zasnąć… Tak bliska, a tak daleka jednocześnie. Nie mogąc oprzeć się pokusie, wyciągnął dłoń i położył ja na biodrze kobiety. Dotyk, chłodnej, aksamitnej koszulki, okrywającej piękne ciało administratorki, poruszył wszystkie jego zmysły. Westchnął cicho i cofnął rękę. To było jak igranie z ogniem. Za oknami szalała burza. Podobnie jak gdzieś w środku jego duszy.

***

Ze snu wyrwało ją walenie w drzwi i krzyki na korytarzu. Zerwała się gwałtownie i na wpół przebudzona, podeszła do nich, okrywając się po drodze szlafrokiem. Ostre światło rozświetlające korytarz, poraziło ja i skutecznie wyrwało z resztek otępienia. Jakiś człowiek, przebiegł właśnie korytarzem, niosąc w ramionach naręcze hotelowych koców. Nagle przed jej oczami, jak z pod ziemi wyrósł Ethan McDonald, w którego twarzy, zazwyczaj chłodnej i opanowanej, czaiło się krańcowe zaniepokojenie.

- Doktor Cuddy! Musicie nam pomóc! Ulewa spowodowała tąpnięcie zbocza! Cześć wioski, jest zalana błotem. Potrzebujemy lekarzy…
-Zarządca patrzył na nia błagalnym wzrokiem.

- Za 10 minut będziemy gotowi –oznajmiła bez zastanowienia. Lisa Cuddy nie znała słowa panika. Kiedy odwróciła się w stronę łóżka, House już wciągał spodnie. Ich oczy spotkały się na moment. Rozumieli się bez słów.

Po dziesięciu minutach siedzieli już w Jeepie, który trząsł się na wyboistej leśnej drodze, wijącej się między szczytami pagórków. Deszcz, padał ciągle, zanim pokonali odległość między samochodem a zamkiem, byli już przemoczeni. Drogę utrudniało spływające po szlaku błoto i gęsta mgła, która spowijała przestrzeń wokół, ograniczając widoczność do kilku metrów. Ethan, który kierował pojazdem, wytłumaczył im, że to z powodu mgły i padającego deszczu, nie można było wezwać śmigłowców, a jedyny most łączący osadę ze światem zewnętrznym, został zerwany. Można było się do niej przedostać jedynie od strony zamku. Jednym słowem, zanim wojsko nie wybuduje mostu pontonowego, byli odcięci od świata, co w obecnych warunkach może zając jeden lub dwa dni.

Po dwudziestu minutach jazdy, w oddali mignęły wreszcie światła cywilizacji. Wioska, spowita mgłą i deszczem, wyglądała jak majaczące gdzieniegdzie duchy domostw, milczące i ponure. Tylko biegający w tę i powrotem ludzie, przemoczeni i wystraszeni, nadawali tej scenerii przerażającej realności.

Ethan dał znak, żeby poszli za nim. Budynek, do którego ich zaprowadził nieoczekiwanie okazał się być kościołem. Rzędy ławek, przesunięto pod ścianę, robiąc miejsce lezącym na posadzce ludziom. Niektórzy z nich, nie poruszali się wcale, inni jęczeli i płakali, wzywając pomocy. Na twarzach wszystkich, malowało się przerażenie, jakby zostali właśnie wydobyci z dna piekieł. I była to po części prawda.

- Dużo czystych ręczników, koce i ciepła woda. I tyle rąk do pracy ile się da! –Pewny, zdecydowany głos Gregorego Housa, wyrwał wszystkich z otępienia. – Lisa, weź tych po prawej, ja po lewej. –Zakomenderował rzeczowo i nie tracąc ani chwili więcej, podwinął rękawy i podszedł do pierwszej rannej osoby.



_________________

PostWysłany: Pią 21:22, 16 Sty 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

o następna część jupi
piękna jak zawsze, już niecierpliwie czekam na dalszy ciąg Very Happy



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Pią 21:25, 16 Sty 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

A ja myślałam, że takie zwroty akcji, to tylko w serialach sensacyjnych oferują Mr. Green Podgrzałaś atmosferę, Sis! Nie masz pojęcia, jak bardzo! Twisted Evil



PostWysłany: Pią 21:33, 16 Sty 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Podgrzanie atmosfery to za mało powiedziane! Wink Aż strach pomyśleć, co jeszcze przyjdzie Ci do głowy i czym nas zaskoczysz Shocked

Szokuj nas do woli, ale błagam, nie każ czekać, tak 'długo' jak na tego parta, bo powoli zaczynam wyrywać sobie włosy z niecierpliwości Very Happy



_________________
Każdy błąd kobiety jest winą mężczyzny.

PostWysłany: Pią 21:59, 16 Sty 2009
LicenceToKill
Pulmonolog
Pulmonolog



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 11

Posty: 1292

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

LicenceToKill napisał:
Podgrzanie atmosfery to za mało powiedziane! Wink Aż strach pomyśleć, co jeszcze przyjdzie Ci do głowy i czym nas zaskoczysz Shocked

Szokuj nas do woli, ale błagam, nie każ czekać, tak 'długo' jak na tego parta, bo powoli zaczynam wyrywać sobie włosy z niecierpliwości Very Happy

No chyba nie chcesz mieć na sumieniu łysej Licence?? Wink
Jestem zafascynowana i OCZYWIŚCIE ciągle mi mało Very Happy



_________________




Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
przesadziłam...

PostWysłany: Pią 22:30, 16 Sty 2009
lizbona
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 21 Gru 2008
Pochwał: 8

Posty: 1682

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Część siódma: Łatwo przyszło, łatwo poszło.

Pracowali bez wytchnienia. Nie zauważyli nawet, kiedy za oknami, ciemna noc zamieniła się w szary dzień. Ciężkie krople deszczu, rytmicznie stukały w pokrywę dachu, rozbryzgiwały się na okiennicach, potęgując tym atmosferę powszechnego przygnębienia. Kilkanaście rannych osób, wsłuchiwało się w każde odstępstwo od tej monotonii głosów dochodzących z zewnątrz. Nasłuchując ryku wojskowych ciężarówek albo wirników helikopterów, czekali, aż nadejdzie pomoc.

House otarł pot z czoła. Zmęczenie, odczuwane w każdym mięśniu, każdym kawałku ścięgna, dawało o sobie znać szczególnie intensywnie w jego nodze. Tutaj ból kumulował się, aby spotęgowany wyruszyć w powolną wędrówkę po jego ciele. Dopiero teraz odczuł go w pełni. Do tej pory, jego myśli skoncentrowane na ludziach, którzy potrzebowali natychmiastowej pomocy, spychał go gdzieś na dalszy plan. Był jak w amoku. Liczyła się tylko skuteczność, precyzja i czas. Dla tych ludzi, każda sekunda była bezcenna.

Korzystając z chwili odpoczynku, omiótł wzrokiem pomieszczenie w poszukiwaniu Cuddy. Odnalazł ja po chwili. Stała pochylona nad starym Szkotem, który próbował się podnieść. Włosy miała w nieładzie, kilka loków wymykało się z kucyka, opadając na poszarzałą ze zmęczenia twarz. Chyba wyczuła jego wzrok, bo podniosła głowę i spojrzała na niego. Dokładnie w jego oczy, tak jakby doskonale wiedziała, gdzie stoi, i że ja obserwuje…

Podszedł do administratorki, która próbowała powstrzymać Szkota przed wstaniem, przemawiając do niego łagodnym głosem.

- Chcesz żeby ci ręka uschła? –House spojrzał wymownie na obandażowaną rękę mężczyzny. – Jak wstaniesz, to może się tak stać. Krew zatrzyma się w żyłach i będziemy musieli amputować –Kontynuował groźbę, patrząc jak na twarzy Szkota pojawia się przerażenie, a potem wielki mężczyzna posłusznie kładzie się na kocu.

- Jak stan u ciebie? –zapytał rzeczowo administratorki, wskazując gestem na ławkę stojącą pod ścianą.

- Dwóch nie żyje, jeden w stanie ciężkim, reszta stabilna. –Cuddy przebiegła myślami wszystkich swoich pacjentów.

House kiwnął tylko głową i opadł ciężko na ławkę. Trzy ofiary kataklizmu, to nie wiele, w stosunku do jego rozmiarów. Los obszedł się z mieszkańcami wioski łaskawie. Mężczyzn oparł głowę o ścianę i zamknął ciążące powieki. Wyglądał na wyczerpanego.

- Może prześpij się trochę? Na razie sytuacja wygląda na opanowaną… -zaproponowała administratorka. A ty nie spałeś chyba za wiele tej nocy… -dodała uszczypliwie. Długo nie mogła zasnąć zastanawiając się gdzie House podziewa się o tak późnej porze.

- Musiałem zbadać, jakość usług serwowanych przez zamkowe prostytutki. –Uśmiechnął się pod nosem, wyraźnie rozbawiony jej ciekawością.

- Mówisz o tych kozach, które pasły się na trawniku przed zamkiem? –Zripostowała szybko.

-A o nie tez byłabyś zazdrosna? –Hosue, przyglądał się teraz jej reakcji spod na wpół przymkniętych powiek.

- Zazdrosna? Mówisz tak, jakbym kiedykolwiek była zazdrosna…

- A powinnaś, w końcu dziś dzień naszego ślubu…

- Cholera! House! Ślub! – Kobieta poderwała się gwałtownie z miejsca. –Jak nie weźmiemy dziś ślubu, spadek przepadnie! –Dopiero teraz dotarła do niej powaga sytuacji.

- Spokojnie Kochanie, jutro też mogę się z tobą ożenić. –Ironizował.

- Jutro to idź do swojej kozy… -spojrzała na niego gniewnie, ale już nieco spokojniejsza usiadła powrotem na ławce. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Do tej pory żyła bez spadku, teraz tez przeżyje bez niego. Popatrzyła ze smutkiem na spokojna twarz Housa. Wyglądał, jakby zupełnie go nie obchodziło to, że nigdy nie zobaczy swojego miliona.



_________________

PostWysłany: Sob 10:51, 17 Sty 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

jak zawsze cudo serducho
Ale że niby spadek przepadnie? wow



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Sob 11:51, 17 Sty 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 3 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.09984 sekund, Zapytań SQL: 14