 |
 |
Randez-Vous [20/20][u]
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12 Następny
|
 |
|
 |
|
Zobacz poprzedni temat
:: Zobacz następny temat
|
Wiadomość |
Autor |
|
 |
Randez-Vous [20/20][u]
Cytat: | Miałem sobie zrobić małą przerwę, ale Wena przyszła i kolejna, a zarazem ostatnia część mojej fickowej Trylogii. Wydarzenia z tego ficka nawiązują do dwóch poprzednich: Wycieczka do Miasta Aniołów i Sprawdzian. |

Testament
House po tym wydarzeniu przez tydzień przebywał w domu, nigdzie nie wychodził i z nikim się nie spotykał. Jedynym jego kompanem był Vicodin i butelka Burbona. Jednak tydzień urlopu dobiegał końca, a on sam musiał stawić czoła nadchodzącej rzeczywistości, rzeczywistości bez swojego najlepszego przyjaciela, rzeczywistości bez Wilsona, jeszcze bardziej samotnej rzeczywistości.
* * *
- Nie byłeś na pogrzebie – odparła Cuddy podchodząc do niego przy wejściu do szpitala.
- Tak? Jakoś tego nie zauważyłem – zadrwił.
- House, co się z Tobą dzieje? – zapytała troskliwie.
- Nic. Wszystko w porządku – wypowiadając te słowa wiedział, że nie ma w nich ani trochę prawdy.
- Nie obwiniaj się, przecież nic nie mogłeś zrobić, nikt nie mógł – próbowała go pocieszyć.
- To nie jest żadne usprawiedliwienie – odparł stanowczo.
- House...
- Masz dla mnie jakąś sprawę? – zapytał przerywając kolejną próbę jego pocieszenia.
- Tak, oto akta – powiedziała podając mu teczkę.
- Ok, zajmę się tym – odparł i pokuśtykał w stronę windy
* * *
House nie poszedł na pogrzeb, ponieważ się bał. Bał się tego, co w nim pękło tamtej nocy w kostnicy. Bał się tego, że znów tego doświadczy. Nie chciał wspominać pogrzebu, wolał pamiętać tylko te dobre rzeczy spędzone z Wilsonem. Teraz postanowił tylko i wyłącznie skupić się na pracy. Wiedział, że nie znajdzie drugiego takiego przyjaciela. Wiedział, że już zawsze będzie sam.
* * *
Cuddy siedziała w swoim gabinecie i rozmyślała nad tym w jaki sposób może pomóc House’owi. Nie miała teraz ani głowy ani sumienia, aby przypominać House’owi i droczyć się z nim na temat obiecanej randki. Nigdy nie widziała House w takim stanie. Nigdy nie wyglądał na tak nieszczęśliwego. To ją przerażało i wprowadzało w stan obawy. Obawy o życie House’a, który był zdolny do wszystkiego. Tak bardzo chciała mu pomóc, tylko nie wiedziała jak…
* * *
- Dzień dobry, Pan House’a? – zapytał mężczyzna wchodząc do jego gabinetu.
- Tak, słucham? –odparł House siedząc za biurkiem i podrzucając swoją ulubioną piłeczkę.
- Mam przesyłkę dla Pana z kancelarii adwokackiej Moria & Johnes – powiedział mężczyzna.
- Do mnie? To pewnie kolejny pozew. Proszę to zanieść dr Cuddy, pewnie się ucieszy – odparł chcąc spławić nieproszonego gościa.
- Przykro mi, ale przesyłka jest za poręczeniem i może ją tylko Pan odebrać – uparł się kurier.
House wstał, pokuśtykał do kuriera, wziął jego notes, w którym złożył podpis i następnie przesyłkę.
- Żegnam Pana – odparł wracając do swojego łóżka.
House otworzył list i zaczął go czytać. Było to zaproszenie na odczytanie testamentu Wilsona. Co takiego Wilson mógł mi zapisać –zastanowił się.
Ostatnio zmieniony przez ToAr dnia Pią 16:01, 24 Lip 2009, w całości zmieniany 21 razy
|
Autor postu otrzymał pochwałę.
|
_________________ Toaroraptorus vel Szpon Sprawiedliwości
Bywają rozstania niezależne od dwojga.Bolesne bo żadne go nie chce.
Wysłany:
Pon 14:37, 18 Maj 2009 |
|
ToAr
(prze)Biegły Rewident

Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 63
Posty: 11254
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
|
 |
Cytat: | Co takiego Wilson mógł mi zapisać –zastanowił się. |
No właśnie :>
Nareszcie Huddy-fick w Twoim wykonaniu. Jeżeli akcja będzie się rozwijać tak, jak w poprzednich opowiadaniach, to będzie super :D
|
|
_________________
Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! :mrgreen:
Gusia - moja Bratnia Dusza :wink: Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat :mrgreen:
Wysłany:
Pon 14:42, 18 Maj 2009 |
|
zaneta94
Grzanka


Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30
Posty: 11695
Miasto: Dziura zabita dechami :P
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
|
nimfka
Nietoperek


Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30
Posty: 11393
Miasto: HouseLand
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
ZAŁOŻĘ się, że nic :wink:
|
|
_________________
"Rise and rise again until lambs become lions"
Wysłany:
Pon 16:52, 18 Maj 2009 |
|
matrixa1
Dermatolog


Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6
Posty: 942
Miasto: Legionowo
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
wilson nie zyje :(
czekam z ciekawoscią co bedzie zawierał testamnt:) pozdrawiam
|
|
_________________
Wysłany:
Pon 17:22, 18 Maj 2009 |
|
janeczka85
Stomatolog


Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1 Ostrzeżeń: 1
Posty: 576
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
Stawiam na to, że ostatnia wola Wilsona będzie dotyczyła szczęścia Housa.
Wymusi na nim zaproszenie Cuddy na randkę, bo jak nie to on będzie go straszył co noc razem z Amber.
Wilson chyba nie ma żadnych materialnych bogactw więc tylko powyższy pomysł przychodzi mi do głowy.
Z drugiej strony Wilson przy Housie stał sie przebiegły. Może jego testament to jakaś gra, zagadka, zadanie dla Housa?
|
|
_________________ ikonka od woźnego rocket queen
FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików
Wysłany:
Wto 21:13, 19 Maj 2009 |
|
Lupus
Kot Domowy

Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5
Posty: 3179
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
:hmmm: Co to moze być?... :hmmm:
Czekam na następną część :)
|
|
_________________
Banner by Ewel. Savvy??
"Mówią, że niektórych gwiazd, które widzimy na niebie, tak naprawdę już
tam nie ma. Ich światło płynie do nas przez miliony lat,
a my patrząc na niebo, spoglądamy w przeszłość, w minioną chwilę,
kiedy gwiazdy wciąż tam były. „Co robi gwiazda, gdy przestanie świecić?" -
pytam samego siebie. «Może umiera?». «O, nie!» - odpowiada głos w mojej głowie.
«Gwiazda nigdy nie umiera. Gwiazda po prostu zamienia się w uśmiech. "
M.J.
Wysłany:
Sro 15:51, 20 Maj 2009 |
|
ola2523
Stomatolog


Dołączył: 04 Lut 2009
Posty: 537
Miasto: Krotoszyn
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
Intryga?
Cytat: | Dedykacja dla Lupusa za czytanie w moich myślach ;) |
House siedział jak zwykle przed swoim biurkiem w szpitalnym gabinecie i obracał między palcami fiolkę z Vicodinem. Nie mógł spać ostatniej nocy, bowiem myśl o spadku nie dawała mu spokoju. Nie dlatego, że oczekiwał wielkiej fortuny, której de facto Wilson nigdy nie posiadał. Wyczuwał w tym jakiś podstęp. Czyżby to była ostatnia intryga Wilsona? Kolejna próba uszczęśliwienia House’a? Możliwe, bo jego przyjaciel był do wszystkiego zdolny, o czym nie raz mógł się przekonać. W pewnym momencie przestał bawić się fiolką, otworzył ją i wziął tabletkę. Następnie zastanowił się nad czymś przez chwilę po czym wstał i wyszedł z gabinetu.
* * *
- Potrzebuję dziś wolne – odparł wchodząc do gabinetu Cuddy.
- Tydzień Ci nie wystarczył? – zapytała nie odrywając oczu od sterty dokumentów.
- Chodzi o to, że… – już chciał powiedzieć dlaczego potrzebuje tego wolnego, ale na czas ugryzł się w język.
- O co chodzi? – zapytała odrywając uwagę od papierów i skupiając się na Housie.
- Moja babcia jest chora i muszę się nią zająć – zażartował na swój sposób.
- Przecież Twoja babcia nie żyje…
- No właśnie… Nie zdążyłem na czas się nią zająć, dlatego teraz muszę udać się na odczytanie testamentu. W końcu jestem jej jedynym spadkobiercą – powiedział ironicznie.
- Tutaj chodzi o testament Wilsona? – zapytała jakby House miał to wyczytane na twarzy.
- Skąd wiesz – wytężył swój wzrok wypowiadając te słowa.
- House, czytam z Ciebie jak z otwartej księgi – uśmiechnęła się i wróciła do swoich papierów.
- Czyli rozumiem, że mam wolne? – chciał się upewnić, chociaż bez zgody i tak by sobie je zrobił.
- A jak myślisz? Idź już i daj pracować innym – odparła nie odrywając wzroku od dokumentów.
- Nie jesteś ciekawa, dlaczego mi coś zapisał, a Tobie nie? – zapytał, ponieważ zdziwił jego jej zupełny brak zainteresowania.
- Ty byłeś jego najlepszym przyjacielem, nie ja, więc to chyba normalne? – pytanie wydawało się czysto retoryczne.
- Ciekawe co to jest – próbował sprawdzić, czy Cuddy czasem czegoś nie wie.
- Pewnie za niedługa nam o tym powiesz – powiedziała obojętnie.
Po tych słowach House wyszedł z jej gabinetu wiedząc, że Cuddy nie maczała palców w sprawie spadku Wilsona. Tym bardziej go zaczęło ciekawić co to będzie. Jednocześnie czuł pewną obawę przed tym. Czyżby Wilson miał jeszcze jakieś inne nieodkryte przez House’a oblicze? Aby to wyjawić musiał udać się na oczytanie testamentu. Wrócił do swojego gabinetu po plecak i kurtkę, po czym ruszył do kancelarii adwokackiej Moria & Johnes.
* * *
Na miejscu spotkał, tak jak się spodziewał trzy byłe żony Wilsona. Wszystkie przybyły z świadomością, że otrzymają jakąś część jego majątku. House natomiast przyszedł tutaj z czystej ciekawości.
- Wszyscy już są. Czy zatem możemy przystąpić do odczytania ostatniej woli Jamesa Wilsona? – zapytał adwokat.
- Tak – odpowiedziały chórem jego żony.
- Tak… – odparł cicho z nutką smutku House.
Ostatnio zmieniony przez ToAr dnia Sro 23:39, 20 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
|
|
_________________ Toaroraptorus vel Szpon Sprawiedliwości
Bywają rozstania niezależne od dwojga.Bolesne bo żadne go nie chce.
Wysłany:
Sro 23:01, 20 Maj 2009 |
|
ToAr
(prze)Biegły Rewident

Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 63
Posty: 11254
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
|
nimfka
Nietoperek


Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30
Posty: 11393
Miasto: HouseLand
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
to musi coś być związane z Cuddy. Czekam na cd :) :) :)
|
|
_________________
Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*
"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"
Wysłany:
Czw 7:56, 21 Maj 2009 |
|
kasia2820
Reumatolog


Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3
Posty: 1087
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
Cytat: | Tak – odpowiedziały chórem jego żony. |
Ciekawe :D
Tak, wydaje mi się, że ostatnia wola Jimmy'ego będzie dotyczyła House'a i Cuddy :D
|
|
_________________
Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! :mrgreen:
Gusia - moja Bratnia Dusza :wink: Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat :mrgreen:
Wysłany:
Czw 15:03, 21 Maj 2009 |
|
zaneta94
Grzanka


Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30
Posty: 11695
Miasto: Dziura zabita dechami :P
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
Cytat: | - Tak – odpowiedziały chórem jego żony.
- Tak… – odparł cicho z nutką smutku House. |
fantastycznie sie zapowiada ToAr niekaz mi czekać zbyt długo na dalszą czesc :)
|
|
_________________
Wysłany:
Czw 15:43, 21 Maj 2009 |
|
janeczka85
Stomatolog


Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1 Ostrzeżeń: 1
Posty: 576
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
ToAr pisze, że Lupus czyta w jego myślach, więc albo rzeczywiście to będzie dotyczyło House'a i Cuddy albo... będzie go co noc nawiedzał z Amber.
Ewentualnie jedno i drugie :]
|
|
_________________
"Rise and rise again until lambs become lions"
Wysłany:
Czw 17:31, 21 Maj 2009 |
|
matrixa1
Dermatolog


Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6
Posty: 942
Miasto: Legionowo
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
Frak
Adwokat otworzył zalakowaną kopertę i wyciągnął z niej własnoręcznie spisany przez Wilsona testament. Po chwili wpatrywania się w jego treść zaczął czytać:
„Ja James Wilson będąc w, pełni władz umysłowych oświadczam, że po mojej śmierci moim byłym żonom, Heldze, Bonnie i Julie zapisuje po 1 cencie…”
Nastała chwila przerwy podczas której, wszystkie spojrzały z zawiścią na House’a, który był jeszcze jedną osobą obecną na odczytaniu testamentu. „Wdowi grosz” – pomyślał House słysząc tą część ostatniej woli swojego przyjaciela – „Cały Wilson”. House nie zareagował w żaden sposób na reakcję trzech kobiet, bo sam nie wierzył, że Wilson zostawił wszystko jemu. Wtedy nie miałoby to żadnego sensu. Nadal w tym wszystkim wyczuwał jakiś podstęp. Wszystko miało się za chwilę okazać…
„…mojemu przyjacielowi, Gregoremu House przekazuję frak, natomiast pozostały majątek zapisuję fundacji „Łączy Nas Chemia” z New Jersey”.
- To wszystko – odparł adwokat. – Dziękuje Państwu za poświęcenie swojego czasu i przybycie.
- I po co ja jechałam tyle kilometrów – burknęła niezadowolona Bonnie.
Kobiety wyszły szybko z sali, a na ich twarzy gościło rozczarowanie. Miały nadzieję, że odziedziczą wszystko po swoim byłym mężu, ale musiały się obejść smakiem. House siedział nadal w fotelu i zastanawiał się, co Wilson uknuł. Teraz, po odczytaniu testamentu wiedział, że to jest jego ostatnia intryga.
- To wszystko? – zapytał adwokata.
- Tak – odparł pospiesznie.
House zauważył, że adwokat coś ukrywa. Czyżby testament miał jakąś klauzulę opatrzoną tajemnicą? Zaczął się zastanawiać. Wilson byłby do tego zdolny. House wstał i wyszedł powoli z kancelarii niosąc w lewej ręce frak.
* * *
Nie był to zwykły frak… Wilson miał ten frak zawsze na sobie, kiedy brał ślub. House skojarzył ten fakt dopiero po pewnym czasie i wtedy już był przekonany, że jest to ostatnia intryga swojego przyjaciela.
- Po co Ci frak? – spytał Foreman wchodząc do gabinetu.
- No wiesz, biorę ślub – zadrwił.
- Jasne…
- Dostałem testamencie – powiedział poważnie.
- Od Wilsona? – zdziwił się Foreman.
- Ostatnio nikt inny chyba nie umarł – zadrwił. – No chyba, że ta pacjentka, którą się ostatnio zajmowaliście – dodał.
- Ja właśnie w tej sprawie – chciał zmienić temat.
- Pan Gregory House? – zapytał mężczyzna wchodząc do gabinetu.
- To ten czarny – odparł House.
- List do Pana – powiedział kurier podając Foremanowi list.
- Ja to wezmę – stwierdził wyrywając mu list. – Dziękuje, drzwi są tam – odparł wskazując.
- Od kogo to? – zapytał Foreman.
- Od Wilsona – wymówił, to ze zdziwieniem.
- To może ja wpadnę za chwilę – powiedział Foreman wychodząc.
|
|
_________________ Toaroraptorus vel Szpon Sprawiedliwości
Bywają rozstania niezależne od dwojga.Bolesne bo żadne go nie chce.
Wysłany:
Pon 14:35, 25 Maj 2009 |
|
ToAr
(prze)Biegły Rewident

Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 63
Posty: 11254
|
Powrót do góry |
 |
|
 |
ktoś tu knuje intryge hehe świetnie
|
|
_________________
Wysłany:
Pon 15:34, 25 Maj 2009 |
|
janeczka85
Stomatolog


Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1 Ostrzeżeń: 1
Posty: 576
|
Powrót do góry |
 |
|
|
|
 |
|
 |
 |
Strona Główna
-> Huddy |
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
|
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12 Następny |
Strona 1 z 12 |
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
 |